Przez szpary desek trójkąty dachów
sączy się świt sączy się świt
gdzieś z dołu tęczy otulającej horyzont
płomień rośnie aż na wierzchołki drzew
zieleń dotyka najniższej gwiazdy
błękitna kreska starta smuga samolotu
on tez śpiewa w tej chwili jak wszystko co lata
dopóki
nie ma już punktów w skali zmierzchu
jego ciemności ani jego światła
im więcej barw
tym mocniej chowamy głos pod skrzydła
Tuesday, 13 May 2014
Saturday, 25 January 2014
SORRY, TAKI MAMY KLIMAT
Etykiety:
photo,
photography,
sorry taki mamy klimat,
winter,
wlasne,
zima
Thursday, 23 January 2014
CIAŁO
Powiedziałaś
że jeśli chcę prawidłowo przelać myśli
na skórę
-- mam cię gryźć i drapać
w sumie wciąż lubisz
gdy spod mej ręki wystają
zapuchnięte policzki
powinnam wykluczyć cię z krwiobiegu
wszystko co przyniosłaś
pocięte nerwy
pełne ręce przekleństw
ja znów złamana w kolanach
by rozpiąć twarze tylko
ujrzałam cię dopiero gdy zapomniałam
jak się patrzy
po roku dwóch ośmiu dniach
moja mała
-- abominacjo
może ty mi powiesz czy to źle
kiedy piszę wiersze
kiedy dzielę się na połowy
a moje ukolorowane dłonie
obrastają w konflikt
że jeśli chcę prawidłowo przelać myśli
na skórę
-- mam cię gryźć i drapać
w sumie wciąż lubisz
gdy spod mej ręki wystają
zapuchnięte policzki
powinnam wykluczyć cię z krwiobiegu
wszystko co przyniosłaś
pocięte nerwy
pełne ręce przekleństw
ja znów złamana w kolanach
by rozpiąć twarze tylko
ujrzałam cię dopiero gdy zapomniałam
jak się patrzy
po roku dwóch ośmiu dniach
moja mała
-- abominacjo
może ty mi powiesz czy to źle
kiedy piszę wiersze
kiedy dzielę się na połowy
a moje ukolorowane dłonie
obrastają w konflikt
Thursday, 5 September 2013
NIEDOISTNIENIE
Jestem
kalendarz dni powszednich
coś rozdziera mnie od środka
nie pozostało już nic godnego
-- świętowania
na ścianie powiesiłam krzyk
obserwuję w lustrze
jak zdycha
uzbrojona w niepoliczalne
stany wrażliwości
dziś niepoczytalna
na skutek nadciągającej implozji
-- mózgu
mój stan błogosławiony?
-- upojenia
jak ślad policzka na prześcieradle
nie dowiesz się
wychodząc
proszę zamykać za sobą rozdziały
i nie spóźnić się na zakończenie
dawno dawno temu
zanikło człowieczeństwo
i sentyment
kalendarz dni powszednich
coś rozdziera mnie od środka
nie pozostało już nic godnego
-- świętowania
na ścianie powiesiłam krzyk
obserwuję w lustrze
jak zdycha
uzbrojona w niepoliczalne
stany wrażliwości
dziś niepoczytalna
na skutek nadciągającej implozji
-- mózgu
mój stan błogosławiony?
-- upojenia
jak ślad policzka na prześcieradle
nie dowiesz się
wychodząc
proszę zamykać za sobą rozdziały
i nie spóźnić się na zakończenie
dawno dawno temu
zanikło człowieczeństwo
i sentyment
Saturday, 27 July 2013
PIES, KTÓRY DUŻO SZCZEKA - MAŁO MLEKA DAJE
Swoje barki składam na mostek
czuję się jakbym żartowała
a przecież --
jestem mięsień
zapięty w skórzany kaftan niebezpieczeństwa
nosimy ten sam rozmiar udręki
a jednak zyskaliśmy nieco liryczności
wystawiłeś mnie do dramatu
teatrzyk jednego aktora
wyliczanka wspomnień
kto chce
kto
mnie
chce
bo --
jesteśmy kwieciem w wieku
prostytutek i materialistów
dziś dwudziesty pierwszy
ja ziemia niczyja pola do popisu
przyjmij mnie do dłoni swoich
jak do domu
i usiądę w kuchni na krześle
jestem skóra rozpostarta na ramionach
drżących tkankach rezygnacji
więdnę
czuję się jakbym żartowała
a przecież --
jestem mięsień
zapięty w skórzany kaftan niebezpieczeństwa
nosimy ten sam rozmiar udręki
a jednak zyskaliśmy nieco liryczności
wystawiłeś mnie do dramatu
teatrzyk jednego aktora
wyliczanka wspomnień
kto chce
kto
mnie
chce
bo --
jesteśmy kwieciem w wieku
prostytutek i materialistów
dziś dwudziesty pierwszy
ja ziemia niczyja pola do popisu
przyjmij mnie do dłoni swoich
jak do domu
i usiądę w kuchni na krześle
jestem skóra rozpostarta na ramionach
drżących tkankach rezygnacji
więdnę
Subscribe to:
Posts (Atom)













