STEVAN TONTIC - CZYTANIE GAZET
Mędrcy nie czytają gazet – ja tak!
zanim mnie świt muśnie lubię wiedzieć co się dzieje
zanim mnie sfotografują
przeglądam nekrologi ze zdjęciami zmarłych
rubryki z nie wywołanymi zdjęciami urodzonych
i ponieważ jakiś czas już w tym uczestniczę
i skoro to co nazywamy duszą
wraca do mnie z rannego spaceru przez czyściec
zanurzam się cały w gazecie
dopóki się nie pożywię
dopóki nie nażre się żołądek mój
dostatecznej ilości smutku
a woda przez dziury w pancerzu
nie zaleje mojego płomienia
JACEK KACZMARSKI - AUTOPORTRET WITKACEGO
Patrzę na świat z nawyku
Więc to nie od narkotyków
Mam czerwone oczy doświadczalnych królików
Wstałem właśnie od stołu
Więc to nie z mozołu
Mam zaciśnięte wargi zgłodniałych Mongołów
Słucham nie słów lecz dźwięków
Więc nie z myśli fermentu
Mam odstające uszy naiwnych konfidentów
Wszędzie węszę bandytów
Więc nie dla kolorytu
Mam typowy cień nosa skrzywdzonych Semitów
Widzę kształt rzeczy w ich sensie istotnym
I to mnie czyni wielkim oraz jednokrotnym
W odróżnieniu od was, którzy, państwo wybaczą
Jesteście wierszem idioty odbitym na powielaczu
Dosyć sztywną mam szyję
I dlatego wciąż żyję
Że polityka dla mnie to w krysztale pomyje
Umysł mam twardy jak łokcie
Więc mnie za to nie kopcie
Że rewolucja dla mnie to czerwone paznokcie
Wrażliwym jest jak membrana
Zatem w wieczór i z rana
Trzęsę się jak śledziona z węgorza wyrwana
Zagłady świata się boję
Więc dla poprawy nastroju
Wrzeszczę jak dziecko w ciemnym zamknięte pokoju
Ja bardziej niż wy jeszcze krztuszę się i duszę
Ja częściej niż wy jeszcze żyć nie chcę a muszę
Ale tknąć się nikomu nie dam i dlatego
Gdy trzeba będzie sam odbiorę światu Witkacego
MIRON BIALOSZEWSKI -WYWOD JESTEM'U
jestem sobie
jestem głupi
co mam robić
a co mam robić
jak nie wiedzieć
a co ja wiem
co ja jestem
wiem że jestem
taki jak jestem
może niegłupi
ale to może tylko dlatego że wiem
że każdy dla siebie jest najważniejszy
bo jak się na siebie nie godzi
to i tak taki jest się jaki jest
AUTOPORTRET ODCZUWALNY
Patrzą na mnie,
więc pewnie mam twarz.
Ze wszystkich znajomych twarzy
najmniej pamiętam własną.
Nieraz mi ręce
żyją zupełnie osobno.
Może ich wtedy nie doliczać do siebie?
— — —
Gdzie są moje granice?
— — —
Porośnięty przecież jestem
ruchem albo półżyciem.
Zawsze jednak
pełza we mnie
pełne czy też niepełne,
ale istnienie.
Noszę sobą
jakieś swoje własne
miejsce.
Kiedy je stracę,
to znaczy, że mnie nie ma.
— — —
Nie ma mnie,
więc nie wątpię.
AUTOPORTRET RADOSNY
Nie myślcie, że jestem nieszczęśliwy.
Cieszę się, że myślę.
Myślcie, że się cieszę.
Świadomość jest tańcem radości.
Moja świadomość tańczy
przed lampą deszczu
przed łupiną ściany
przed sklepem spożywczym z wiecami kapusty
przed ustami mówiących przyjaciół
przed własną ręką nieoczekiwaną
przed niewydrążoną rzeźbą rzeczywistości —
w przepychu najlepszej zabawy
i najwznioślejszego nabożeństwa
nieoddzielnie
moja świadomość tańczy.
A kiedy porwie się taniec,
zwyczajem każdego kłębka,
pójdę do nieba —
gdzie się nic nie czuje,
gdzie od początku byłem, zanim byłem,
gdzie już do końca będę, gdy nie będę,
tam — radość nie do opisania.
. . . . .
To wszystko.
ROBERT CREELEY - AUTOPORTRET
Pragnę być
brutalnym staruchem,
napastliwym dziadygą,
tępym i brutalnym
jak ta pustka, co go otacza,
nie chcę kompromisów,
nikogo odtąd
nie potraktuje po ludzku. Będzie
po prostu złym człowiekiem,
nieugiętym w swoim brutalnym,
swoim totalnym odrzuceniu tego wszystkiego.
Próbował już różnych słodkości,
różnych grzeczności, różnych „ach,
trzymajmy się za rączki”,
i wszystko było okropne,
tępe, brutalnie bezskuteczne.
Teraz stanie
na swych własnych słabnących nogach.
Jego ramiona z każdym dniem się kurczą,
skóra się ściąga. A on
kocha, ale nienawidzi tyle samo.
Showing posts with label miron bialoszewski. Show all posts
Showing posts with label miron bialoszewski. Show all posts
Tuesday, 24 May 2011
Poezjoaza (7):
Etykiety:
jacek kaczmarski,
miron bialoszewski,
poezja,
robert creeley,
stevan tontic
Tuesday, 5 April 2011
Poezjoaza (5):
MIRON BIALOSZEWSKI - MIRONCZARNIA
Męczy się człowiek Miron męczy
znów jest zeń słów niepotraf
niepewny cozrobień
yeń
ALEKSANDRA ZBIERSKA - PIECIOKSIAG KOBIET SWIETYCH
I. Ewa
marzę o złamaniu zasad przysypiając
pod piątym żebrem, z którego mnie ulepiłeś
wdycham miód pełną piersią , czuję się
sobie potrzebna. jest we mnie zgoda
na węża
II. kobiety Abrahama
chcieliśmy przesypać dwie ziemie w jedno
miejsce . z rosnącymi brzuchami coraz mniejsi
w środku . miało nam wystarczyć miejsce
czasowego pobytu, teraz mamy usta pełne
piachu i prawo do plucia
III. Judyta
musieliśmy coś przeoczyć
na rentgenowskiej kliszy widać
wyrażne pęknięcie. jeszcze wraca
pragnienie powtórzenia pierwszej jazdy.
zachowaj spokój! nie każdy głód
jest mile widziany. pod miękką kursywą
czai się strach Holofernesa
IV. Magdalena
obłęd jak karzeł w ortopedycznym
bucie , próbuje zmiażdżyć mi palce.
obudzona w prostokącie martwej
brzozy zaczynam mówić do siebie
- połknęłam przynętę?
V. Maryja
więc spokój
stóp przybitych, poranionych palców
ostatnie wyznanie zdjęto już z krzyża,
stygniemy .
Męczy się człowiek Miron męczy
znów jest zeń słów niepotraf
niepewny cozrobień
yeń
ALEKSANDRA ZBIERSKA - PIECIOKSIAG KOBIET SWIETYCH
I. Ewa
marzę o złamaniu zasad przysypiając
pod piątym żebrem, z którego mnie ulepiłeś
wdycham miód pełną piersią , czuję się
sobie potrzebna. jest we mnie zgoda
na węża
II. kobiety Abrahama
chcieliśmy przesypać dwie ziemie w jedno
miejsce . z rosnącymi brzuchami coraz mniejsi
w środku . miało nam wystarczyć miejsce
czasowego pobytu, teraz mamy usta pełne
piachu i prawo do plucia
III. Judyta
musieliśmy coś przeoczyć
na rentgenowskiej kliszy widać
wyrażne pęknięcie. jeszcze wraca
pragnienie powtórzenia pierwszej jazdy.
zachowaj spokój! nie każdy głód
jest mile widziany. pod miękką kursywą
czai się strach Holofernesa
IV. Magdalena
obłęd jak karzeł w ortopedycznym
bucie , próbuje zmiażdżyć mi palce.
obudzona w prostokącie martwej
brzozy zaczynam mówić do siebie
- połknęłam przynętę?
V. Maryja
więc spokój
stóp przybitych, poranionych palców
ostatnie wyznanie zdjęto już z krzyża,
stygniemy .
Subscribe to:
Posts (Atom)