Swoje barki składam na mostek
czuję się jakbym żartowała
a przecież --
jestem mięsień
zapięty w skórzany kaftan niebezpieczeństwa
nosimy ten sam rozmiar udręki
a jednak zyskaliśmy nieco liryczności
wystawiłeś mnie do dramatu
teatrzyk jednego aktora
wyliczanka wspomnień
kto chce
kto
mnie
chce
bo --
jesteśmy kwieciem w wieku
prostytutek i materialistów
dziś dwudziesty pierwszy
ja ziemia niczyja pola do popisu
przyjmij mnie do dłoni swoich
jak do domu
i usiądę w kuchni na krześle
jestem skóra rozpostarta na ramionach
drżących tkankach rezygnacji
więdnę
Saturday, 27 July 2013
PIES, KTÓRY DUŻO SZCZEKA - MAŁO MLEKA DAJE
Tuesday, 4 June 2013
wycinek myśli o poranku
Czytam poezję kiedy jestem szczęśliwa lub smutna. Piszę - tylko w drugim przypadku. Ostatnio moje życie straciło całą liryczność. Nie ma dobrze. Nie ma źle. Nie oznacza to wcale, że w końcu osiągnęłam równowagę, stabilizację. Raczej jest to swego rodzaju stagnacja, otępienie. Połączone ze sobą stan nieważkości i zatapianie się w ruchomych piaskach. Pomimo tego nie żałuję niepewności jaką niesie obecna sytuacja. Dzięki niej mam zezwolenie na posiadanie nadziei.. Gdy zdecyduję się podzielić mym miejscem na ziemi, niechybnie ją utracę. Składając ofiarę z siebie dla dłoni Twoich - moja dusza stanie się pustym łonem.
Jakże żałosne z nas istoty. Budujemy związki z kamienia mydlanego, obawiając się samotności. Przypisujemy jej 3 pary rąk i skórę zimną jak korund. Moje sny powiedziały, że ona jest feniksem. Kiedy płacze - to ciepłe, oddychające ciało zamienia w kamień. Jej. Moje.
Dźwięk Twojego imienia znów uratował mi życie.
Jakże żałosne z nas istoty. Budujemy związki z kamienia mydlanego, obawiając się samotności. Przypisujemy jej 3 pary rąk i skórę zimną jak korund. Moje sny powiedziały, że ona jest feniksem. Kiedy płacze - to ciepłe, oddychające ciało zamienia w kamień. Jej. Moje.
Dźwięk Twojego imienia znów uratował mi życie.
Monday, 11 February 2013
Saturday, 29 December 2012
TRZY DNI TRZY NOCE
Może
wy również jesteście martwa ryba
i tylko patrzę na herbatę
wszystkie moje szklanki
niezaspokojone pragnienia
nie żyjesz więc zawsze
znikasz bez pożegnania
koszmar wtłacza w ścianę
odcina światło
ciepło zimno
następnego dnia jest wojna
trujące soki
pęka grawitacja
nie ma uciec
nie ma zniknąć
kieliszek benzyny
bez urazy madame
puste kości moich zwierząt
nie zagrają
Friday, 14 December 2012
Gra o tron - Uczta dla wron tom II - Sieć spisków - Jaime
- O kurwa, to Jaime Lannister - wygarnął jakiś posiwiały zbrojny. - Ten cholerny Królobójca,
chłopaki. Niech mnie wyruchają włócznią!
- A kim ty jesteś? - zapytał Jaime.
- Ser zwał mnie Gębosrajem, jeśli łaska, panie.
Splunął w dłonie i wytarł nimi policzki, jakby mogło to w jakiś sposób nadać mu atrakcyjniejszy
wygląd.
- To urocze. Czy ty tu dowodzisz?
- Ja? Kurwa, nie. Panie. Niech mnie wyruchają w dupę cholerną włócznią. - Gębosraj miał w
brodzie tyle okruchów, że można by nimi nakarmić cały garnizon. Jaime nie mógł powstrzymać
śmiechu. Mężczyzna uznał to za zachętę.
- Niech mnie wyruchają w dupę cholerną włócznią - powtórzył i również zaczął się śmiać.
- Słyszałeś go - powiedział Jaime do Ilyna Payne’a. - Znajdź jakąś ładną długą włócznię i wsadź mu
ją w dupę.
Ser Ilyn nie miał włóczni, ale Bezbrody Jon Bettley z radością rzucił mu swoją. Pijacki śmiech
Gębosraja umilkł nagle.
- Trzymaj to cholerstwo z dala ode mnie.
Etykiety:
game of thrones,
gra o tron,
Jaime Lannister,
ksiazka,
siec spiskow,
uczta dla wron
Subscribe to:
Posts (Atom)
