Friday, 4 February 2011
Hooverphonic - The Night Before
I ring your bell,
the buzzer opens the door.
As I walk in, I only mind the floor.
I raise my head and I see
a shadow on the wall,
vibrantly,
reminding your last call.
You are lying on the floor,
trying to remember,
what happened the night before.
Step by step,
the sound of breaking glass.
What happened here, well I can only guess.
You seem asleep,
as I try to put you on the bed,
as I find traces of regret.
You are lying on the floor,
trying to remember,
what happened the night before.
You, are you really that sure,
that I'm the prince who'll wake you.
We can't rewind the movie called our life.
And though I'm your hero,
I'm not that sure, so unsure I'll save
You are lying on the floor,
trying to remember
You are lying on the floor,
trying to remember,
what happened the night before.
You, are you really that sure,
that I'm the prince who'll wake you.
Wednesday, 2 February 2011
Z piekla Rogiem (5):
Poeta zostaje osoba, ktora "potrafi skladac interesujace metafory"?... Tez. A na pewno majaca pewien dystans do swojej tworczosci. Patetycznosc niewskazana. Przyklad? Metafora "mysli pokarm", ktora moze oznaczac pewien nurtujacy temat... Ale tez duzo innych. Jak to sie mowi - kazda interpretacja jest dobra. Ja dodam jeszcze, ze kazda - oprocz NADinterpretacji. Z doswiadczenia wiem, ze najlepsze metafory powstaja z najglupszych skojarzen. Duzo radosci dla poety, ciezki orzech do zgryzienia dla osoby interpretujacej. ;)
Wracajac do mysli przewodniej mojego wywodu; z pisaniem wierszy jest juz tak, ze jezeli raz sie tego sprobuje - staje sie to pewnego rodzaju sposobem na zycie. Pomaga uporzadkowac mysli. Kluczowa cecha charakteru ludzkiego jest sklonnosc do zwierzen. Jesli cos nam wejdzie do glowy - musi z niej rowniez - w jakis sposob - wyjsc. A nie kazdy gnoj nadaje sie na rozmowe z przyjacielem. Co ma do tego pokarm? Bardzo proste - rowniez, jesli wejdzie, musi jakos wyjsc... :)
SZEPTY W KURNIKU
Tak ciężko było spojrzeć na oczy
kiedy głowa urywana przez niedomiar
odkostniła nogi drżące liściem
nasycony wrzaskiem wyruszam w ciemno
wokół zawsze brak ciszy lecz idźcie spać
jutro zaproszę kogoś na obiad
moja schizofrenia bełkocze w kącie
w odległości dwóch oddechów
rozrywając powietrze dobrnąłem do dna
upadek zawsze przybliża do gwiazd
ciemna nienarodzona przestrzeń
po której niosłem kroki wężem
pochłonięty wirem krzyczałem
nie dla mnie niematerialne zawodzenia
wielkie oczy prowadziły do jego domu
ja - tylko jeden śmieć więcej
mijał czas odliczany siłą zawrotów
rwałem ziemię obcymi rękoma długo
kropla po kropli w nią wsiąkałem
jak to gówno które rzuciłeś mi w twarz
razem ze mną wyciągnęli złe wnioski
wbili tuzin igieł gdy się odwróciłem
w spostrzeżeniu o dalszym życiu
nie przewidzieli powrotu do domu
na jej dno
MUCHA NA EKRANIE
Wzywa cię wciąż nadaremno gdzie jesteś
pustka szklanego ekranu bije po oczach
zakłamanie spogląda na nią nieświadomą
cieszy usta i oczy w jego stronę
powtarza bezmyślnie wyuczone słowa
od zasranych pieluch wbijane do głowy
przychodzi do ciebie regularnie
mamrocze pod nosem niekończące monologi
w przyszłym miesiącu będzie głodować
zgrzeszyła więc drogo za to zapłaci
kocha innych wedle odgórnych dyrektyw
anonimowe telefony częściej niż modlitwa
uśmiecha się w twarz śmieje w plecy
to ona ten przeciąg poruszający firanką
dzisiaj jak zwykle zbędne informacje
pokłony w stronę nakazowych autorytetów
brzęczenie głośników i skrzydeł muchy
łączą się w kakofonię tłumiącą roztropność
wystarczył mały ruch ręką i lżej na sercu
zbeszczeszczone ideały zawrót głowy
...prędkość z jaką spada na ziemię nieprzytomny człowiek
w wieku średnim wagi przeciętnej jest wystarczająco duża
by spowodować uszkodzenie czaszki.
Zdrowaś...
WIERSZ I ZUPA
Zanim zatopiłem twarz w jej odmętach
otarłem się kilka razy o dno szklanki
spoglądając na jedno oko zacząłem
powolny proces przenikania do żył
sącząc truciznę z każdej sekundy
spędzonej na próbach łapania snu
uplotłem iście prozaiczny przypadek
tracenia głowy gdzieś na dworcach
byłem twoją powtórką z pomyłki
przykładem pustki dnia codziennego
popatrz mamo co oni z nami zrobili
oto nasz upadek w trybie przyspieszonym
to chyba nie mój film przyznaj proszę
czaszka pęka w szwach skołowałem sobie nogi
własne życie wyrzygałem gdzieś do rowu
straciłem ostrość od ściany do ściany
nikt nie stał w progu gdy się obudziłem
nakarmili mnie psa marne grosze
kopnęli mnie psa gdy skomlałem o wodę
to nie ludzie to zwierzęta to świnie
jak ciepło jak boleśnie otuliła mą twarz
dotarła głęboko zgasiła w źrenicach blask
ich śmiech rwał moją skórę niby baty
a oddech rzęrząco pływał po dnie miski
zakopali mnie psa ogród śmierdział moczem
Wracajac do mysli przewodniej mojego wywodu; z pisaniem wierszy jest juz tak, ze jezeli raz sie tego sprobuje - staje sie to pewnego rodzaju sposobem na zycie. Pomaga uporzadkowac mysli. Kluczowa cecha charakteru ludzkiego jest sklonnosc do zwierzen. Jesli cos nam wejdzie do glowy - musi z niej rowniez - w jakis sposob - wyjsc. A nie kazdy gnoj nadaje sie na rozmowe z przyjacielem. Co ma do tego pokarm? Bardzo proste - rowniez, jesli wejdzie, musi jakos wyjsc... :)
SZEPTY W KURNIKU
Tak ciężko było spojrzeć na oczy
kiedy głowa urywana przez niedomiar
odkostniła nogi drżące liściem
nasycony wrzaskiem wyruszam w ciemno
wokół zawsze brak ciszy lecz idźcie spać
jutro zaproszę kogoś na obiad
moja schizofrenia bełkocze w kącie
w odległości dwóch oddechów
rozrywając powietrze dobrnąłem do dna
upadek zawsze przybliża do gwiazd
ciemna nienarodzona przestrzeń
po której niosłem kroki wężem
pochłonięty wirem krzyczałem
nie dla mnie niematerialne zawodzenia
wielkie oczy prowadziły do jego domu
ja - tylko jeden śmieć więcej
mijał czas odliczany siłą zawrotów
rwałem ziemię obcymi rękoma długo
kropla po kropli w nią wsiąkałem
jak to gówno które rzuciłeś mi w twarz
razem ze mną wyciągnęli złe wnioski
wbili tuzin igieł gdy się odwróciłem
w spostrzeżeniu o dalszym życiu
nie przewidzieli powrotu do domu
na jej dno
MUCHA NA EKRANIE
Wzywa cię wciąż nadaremno gdzie jesteś
pustka szklanego ekranu bije po oczach
zakłamanie spogląda na nią nieświadomą
cieszy usta i oczy w jego stronę
powtarza bezmyślnie wyuczone słowa
od zasranych pieluch wbijane do głowy
przychodzi do ciebie regularnie
mamrocze pod nosem niekończące monologi
w przyszłym miesiącu będzie głodować
zgrzeszyła więc drogo za to zapłaci
kocha innych wedle odgórnych dyrektyw
anonimowe telefony częściej niż modlitwa
uśmiecha się w twarz śmieje w plecy
to ona ten przeciąg poruszający firanką
dzisiaj jak zwykle zbędne informacje
pokłony w stronę nakazowych autorytetów
brzęczenie głośników i skrzydeł muchy
łączą się w kakofonię tłumiącą roztropność
wystarczył mały ruch ręką i lżej na sercu
zbeszczeszczone ideały zawrót głowy
...prędkość z jaką spada na ziemię nieprzytomny człowiek
w wieku średnim wagi przeciętnej jest wystarczająco duża
by spowodować uszkodzenie czaszki.
Zdrowaś...
WIERSZ I ZUPA
Zanim zatopiłem twarz w jej odmętach
otarłem się kilka razy o dno szklanki
spoglądając na jedno oko zacząłem
powolny proces przenikania do żył
sącząc truciznę z każdej sekundy
spędzonej na próbach łapania snu
uplotłem iście prozaiczny przypadek
tracenia głowy gdzieś na dworcach
byłem twoją powtórką z pomyłki
przykładem pustki dnia codziennego
popatrz mamo co oni z nami zrobili
oto nasz upadek w trybie przyspieszonym
to chyba nie mój film przyznaj proszę
czaszka pęka w szwach skołowałem sobie nogi
własne życie wyrzygałem gdzieś do rowu
straciłem ostrość od ściany do ściany
nikt nie stał w progu gdy się obudziłem
nakarmili mnie psa marne grosze
kopnęli mnie psa gdy skomlałem o wodę
to nie ludzie to zwierzęta to świnie
jak ciepło jak boleśnie otuliła mą twarz
dotarła głęboko zgasiła w źrenicach blask
ich śmiech rwał moją skórę niby baty
a oddech rzęrząco pływał po dnie miski
zakopali mnie psa ogród śmierdział moczem
Patrick Wolf - Magpie
Magpie, was it you who stole the wedding ring?
Or what other thieving bird would steal such hope away?
Magpie, i am lost among the hinterland,
caught among the bracken and the fern,
and the boys who have no name.
Theres No Name For Us
But Still We Sing
And still we sing,
Little boy, little boy,
Lost and blue,
Listen now, let me tell you what to do,
You can run on, run along or home
Between the knees of her,
All among her bracken and her ferns,
And the boy will have a name.
And We Will Sing
And We Will Sing,
One For Sorrow
Two For Joy
Three For A Girl
Four For A Boy
Five For Silver
Six For Gold
Seven For A Secret, Never To Be Told
Tuesday, 1 February 2011
Antonin Artaud - Teatr okrucienstwa
TEATR OKRUCIEŃSTWA
niż historia Boga
i jego bytu: SZATANA,
membrany serca
haniebnej maciory
powszechnej ułudy,
która swymi zaślinionymi wymionami
skrywała przed nami zawsze
tylko Nicość?
W obliczu tej idei uprzednio ustanowionego wszechświata
człowiek nie zdołał dotąd ustanowić swego panowania nad imperiami możliwości.
Jeśli bowiem nic nie istnieje,
to nie istnieje nic,
prócz tej ekskrementalnej idei
bytu, który mógłby stworzyć na przykład zwierzęta.
A skąd w takim razie
pochodzą zwierzęta?
Stąd, że świat cielesnych postrzeżeń
nie jest planowy
ani też w dobrym stanie,
stąd, że istnieje życie psychiczne,
a nie istnieje żadne prawdziwe życie organiczne,
stąd, że może powstać prosta idea
czystego życia organicznego,
stąd, że mógł się utrwalić
podział na
czyste embrionalne życie organiczne
i życie namiętne
oraz integralny konkret ludzkiego ciała.
Ciało ludzkie jest stosem elektrycznym,
którego wyładowania poddano kastracji i stłumieniu,
którego zdolności i tony skierowano
w stronę życia seksualnego,
podczas gdy stworzone jest
właśnie po to, by
poprzez swe woltaiczne przemieszczenia
wchłaniać wszelkie wędrowne zasoby
nieskończoności pustki,
wciąż bardziej bezmierne
dziury pustki
nigdy nie spełnionej możliwości organicznej.
Ciało ludzkie potrzebuje jedzenia
któż jednak bezmiernych zdolności apetytów próbował kiedykolwiek inaczej niż na
płaszczyźnie życia seksualnego?
Weźcie w końcu w obroty anatomię człowieka,z góry w dół i z dołu do góry,
od tyłu ku przodowi i
od przodu w tył,
zresztą bardziej jeszcze z tyłu w tył
niż od tyłu do przodu,
a problem niedostatku
produktów żywnościowych
nie zostanie rozwiązany,
ponieważ nie znajdzie już nawet miejsca,
by się pojawić.
Zmuszano do zjadania ludzkiego ciała,
do wypijania go,
by uniknąć
wzięcia go w obroty.
Zmuszano do potajemnego popełniania cielesnego grzechu,
by udzielić sobie dyspensy
na ucisk
i wydanie na męki życia tajemnego.
Nie istnieje bowiem nic takiego
jak rzekome życie tajemne,
które potrzebowałoby udręki.
Tutaj właśnie bóg i jego byt
mieli okazję umknąć przed człowiekiem obłąkanym,
tutaj, na tej coraz bardziej nieobecnej płaszczyźnie życia tajemnego,
w którym bóg chciał przekonać człowieka,
że rzeczy można widzieć i ujmować duchem,podczas gdy nie ma nic istniejącego i realnego,
prócz zewnętrznego życia fizycznego,
a wszystko to, co mu umyka i od niego się odwraca,
jest tylko otchłanią świata demonów.
A bóg chciał przekonać człowieka o realności świata demonów.
Świat demonów jest jednak nieobecny.
Nigdy nie stanie się oczywisty.
Najlepszym sposobem obrony przed nim
i zniszczenia go
jest zakończenie konstruowania rzeczywistości.
Rzeczywistość nie jest bowiem zakończona,
nie jest jeszcze skonstruowana.
Od jej zakończenia zależeć będzie
w świecie życia wiecznego
powrót wiecznego zdrowia.
Teatr okrucieństwa
nie jest symbolem nieobecnej pustki,
straszliwej niezdolności realizowania się człowieka w życiu.
Jest afirmacją
okrutnej
a przy tym nieuchronnej konieczności.
Na nigdy nie odwiedzanych stokach
Kaukazu,
Karpat,
Himalajów,
Apeninów
miały miejsce codziennie,dzień i noc,
od lat i przez lata,
straszliwe rytuały cielesne,
w których czarne życie,
życie nigdy nie kontrolowane i czarne
wybiera sobie straszliwe i odrażające posiłki.
Tutaj członki i organy uważane za odrażające
ponieważ
bezustannie obrzydzane,
odrzucane
poza chciwość lirycznego życia zewnętrznego,
używane są w całym, pozbawionym hamulców szale erotyzmu,
wśród coraz bardziej fascynującego
i dziewiczego
spuszczania likieru,
którego natura nigdy nie mogła zostać zaklasyfikowana,
ponieważ jest on coraz bardziej przedwieczny i bezinteresowny.
(Nie chodzi specjalnie o płeć czy odbyt,
przeznaczone zresztą do ucięcia i likwidacji,
lecz o górną część ud,
biodra,
lędźwie,
totalny brzuch bez płci
i pępek.)
Wszystko to ma na razie charakter seksualny i wulgarny,
ponieważ nigdy nie mogło być wypracowywane i uprawiane
bez wulgarności
a ciała, które tutaj tańczą,nie dając się oderwać od wulgarności,
z czasem upodobniły się do życia wulgarnego,
trzeba jednak zniszczyć
ten taniec wulgarnych ciał,
by zastąpić go tańcem
naszych ciał.
Przez lata
doznawałem oszołomień
i skurczów
z powodu tańca straszliwego świata mikrobów
poddanych wyłącznie seksualizacji,
i rozpoznawałem tutaj
w życiu pewnych odrzuconych przestrzeni
mężczyzn, kobiety,
dzieci nowoczesnego życia.
Bez końca szarpały mnie świerzbienia nieznośnych egzem,
w których znajdowały upust
wszystkie ropnie życia erotycznego trumny.
Nie ma potrzeby szukać gdzie indziej niż w tych czarnych tańcach rytualnych
źródła wszelkich egzem,
wszelkich półpaśców,
wszelkich gruźlic,
wszelkich epidemii,
wszelkich dżum,
wobec których nowoczesna medycyna,
coraz bardziej zbita z tropu,
chcąc znaleźć kauteryzację, okazuje się bezsilna.
Od dziesięciu lat
doprowadzano do mej zmysłowości
marsze najpotworniejszych sarkofagów
nie zoperowanego jeszcze świata umarłych
i żywych, którzy chcieli
(a w punkcie, w jakim jesteśmy, z powodu wady),
którzy chcieli żyć martwi.
A całkiem po prostu uniknąłbym choroby
wraz ze mną zaś
cały świat będący wszystkim, co znam.
o pedana
na komev
tau dedana
tau komev
na dedanu
na komev
tau komev
na come
copsi tra
ka figa aronda
ka lakeou
to cobbra
cobra ja
ja futsa mata
Du serpent n`y en
A NA
Ponieważ pozostawiliście organizmom wyciągnąć język
należało im odciąć
język
u ujścia tuneli ciała.
Dżuma,
cholera,
czarna ospa
są tylko dlatego, że taniec
a w konsekwencji teatr
jeszcze nie zaistniały.
Jakiż to lekarz racjonowanych ciał obecnej nędzy starał się spojrzeć na cholerę z
bliska?
Słuchając oddechu albo płuc chorego,
nadstawiając ucha, obok obozów koncentracyjnych tych racjonowanych ciał nędzy,
przy akompaniamencie uderzeń stóp, tułowi i płci
ogromnego i odrzuconego pola
pewnych straszliwych mikrobów,
które są
innymi ludzkimi ciałami.
Gdzie one są?
Na poziomie albo w głębinach
pewnych mogił
w miejscach historycznie
albo i geograficznie nieoczekiwanych.
ko embach
tu ur ja bella
ur ja bella
kou embach
Tutaj żywi wyznaczają sobie spotkanie
ze zmarłymi
a pewne obrazy tańca szkieletów
mają takie właśnie źródło.
Te właśnie poruszenia,
w których maluje się bezustannie spotkanie dwóch niesłychanych światów,
stworzyły malarstwo średniowiecza,
jak zresztą wszelkie malarstwo,
wszelką historię
i powiem
wszelką geografię.
Ziemia malowana jest i opisywana
pod działaniem straszliwego tańca,
któremu nie pozwolono jeszcze wydać
wszystkich owoców zarazy.
POST-SCRIPTUM
mistyka,
nieredukowalna dialektyka,słyszę jak wije się
wielka kiszka stolcowa
mego głodu
i pod impulsem jej ponurego życia
narzuca mym rękom
stopom
albo ramionom
taniec.
Teatr i taniec ze śpiewem,
są teatrem szalonych buntów
nędzy ludzkiego ciała
wobec problemów, których człowiek nie zgłębia,
albo których bierny,
pozorny,
sporny,
nieprzenikniony,
wątpliwy
charakter
go przekracza.
Tańczy zatem
pośród brył
KA, KA
nieskończenie bardziej jałowych,
ale organicznych;
przywodzi do rozsądku
czarną fortyfikację
przemieszczeń w sercu;
świat bezkręgowych larw,
skąd odrywa się bezkresna noc
bezużytecznych insektów:
wszy,
pchły,
pluskwy,
komary,
pająki,
tworzy się
tylko dlatego, że ciało zawsze
traciło z głodu
swą pierwotną spoistość
i traci z powodu powiewów,
z powodu gór,
z powodu bandaży,
z powodu nieskończonych teorii
czarne i gorzkie dymy
gniewu
swej energii.
POST-SCRIPTUM
Skąd pochodzę?
Jestem Antonin Artaud
i gdy to powiem
tak jak umiem powiedzieć
bezpośredniozobaczycie jak moje obecne ciało
rozpada się na kawałki
i w dziesięciu tysiącach
powszechnie znanych aspektów
składa się na nowe ciało
pod którą to postacią nigdy już
nie będziecie mogli
mnie zapomnieć.
Etykiety:
antonin artaud,
poezja,
surrealizm,
z tomiku nadrealistycznego
Oooh, so gorgeous!... :) Or my favourite surrealists.
Andre Breton
Tristan Tzara
Paul Eluard
Philippe Soupault
Louis Aragon
Hans Arp
Max Ernst
Yvan Goll
Robert Desnos
Antonin Artaud
Benjamin Peret
Rene Char
Jacques Prevert
Marcel Duchamp
Etykiety:
andre breton,
antonin artaud,
benjamin peret,
hans arp,
jacques prevert,
luois aragon,
marcel duchamp,
max ernst,
paul eluard,
philippe soupault,
rene char,
robert desnos,
surrealizm,
yvan goll
Subscribe to:
Posts (Atom)